AstraZeneca i Johnson&Johnson nie dla katolików? Wirusolog: "Te tezy to mocne nadużycie i manipulacja" [ROZMOWA]

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Nie milkną kontrowersje po opublikowaniu komunikatu Konferencji Episkopatu Polski, w którym czytamy, że katolicy nie powinni się godzić - jeśli mają wybór - na szczepienia AstraZeneką oraz Johnson&Johnson, gdyż przy ich produkcji korzystano "z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów". - Gdybyśmy nie pracowali na liniach wyhodowanych z dawniej pobranych komórek, nie byłoby nie tylko szczepionek na wirusa SARS-CoV-2, ale także np. badania biologii nowotworów i wielu leków nie tylko na choroby nowotworowe - mówi prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk, wirusolog, profesor nauk biologicznych z Uniwersytetu Gdańskiego. - Bez tego nie udałoby się wyeliminować wirusa polio, powodującego kalectwo i śmierć dziesiątków tysięcy dzieci. Nie szczepilibyśmy dzieci na odrę, świnkę czy różyczkę.

Komunikat, podpisany przez bp. Józefa Wróbla, przewodniczącego Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych wzbudził w ostatnim czasie wiele pytań i kontrowersji. Czytamy w nim, że technologia produkcji szczepionek firm AstraZeneca i Johnson&Johnson budzi poważny sprzeciw moralny, gdyż w ich produkcji korzysta się z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów. Jak to wygląda z punktu widzenia naukowca?

Tezy zawarte w komunikacie są mocnym nadużyciem i manipulacją i nie mają nic wspólnego z rzetelną wiedzą. Cała biologia komórki, wirusologia, badania nowotworów opierają się na hodowli komórek w laboratoriach. Są to komórki pochodzenia zwierzęcego, ludzkiego, pobrane z różnego rodzaju tkanek w różnym okresie życia. Najwięcej jest komórek pobranych z tkanki nowotworowej. I taką była pierwsza komórka hodowana w laboratorium pobrana od Henrietty Lacks w 1951 r., której komórki rakowe są źródłem linii komórkowej HeLa.

Skąd pochodzą komórki, o których czytamy w komunikacie Episkopatu Polski?

Były one pobrane z tkanek embrionalnych w latach 70-ych ubiegłego wieku. Na pewno nikt nie pozyskiwał tych embrionów w celu pobrania komórek, tkanki te były dostępne prawdopodobnie wskutek poronienia. W naturze często dochodzi do poronień, a jeśli nawet embrion pochodził z aborcji, nikt jej nie wykonał specjalnie, by pozyskać komórki.

Jak konkretnie pozyskało się te komórki?

Pobiera się kilka komórek z tkanki, która jest umierającą na takiej samej zasadzie, jak przy transplantacji narządów. Ktoś umiera i lekarze pobierają od niego nerkę, by przeszczepić innej osobie, dając jej życie. Takich linii wyhodowanych z dawno temu pobranych komórek w tej chwili są dziesiątki i nie są one wyłącznie stosowane do produkcji szczepionek. W jakiś sposób można powiedzieć, że te komórki dostały nieśmiertelne życie. I nie mówimy tu o embrionie, pozyskiwaniu płodów, ale o pojedynczych komórkach!

Nie wiadomo, z jakiej tkanki je pobrano?

Minęło kilkadziesiąt lat i trudno do tego dojść. Zwłaszcza, że od tego czasu komórki te przeżyły miliony pasaży, czyli przenosin ze starego do nowego naczynia hodowlanego, zawierającego świeżą pożywkę. Komórki w naczyniach hodowlanych są aktywne czasami dzień, czasami dwa, czasami parę tygodni, po czym się dzielą albo obumieraja. Jeśli się dzielą, zmieniamy pożywkę, naczynia hodowlane i komórki dalej rosną. Linie, których się używa w rutynowym laboratorium, mają za sobą miliony takich pasaży. Dlatego mówiąc o ich pochodzeniu od komórki pobranej w z embrionu w ubiegłym wieku, równie dobrze możemy mówić, że my pochodzimy od neandertalczyka. To jest naprawdę ogromna przestrzeń czasowa i genetyczna, dzieląca od pierwotnie pobranych komórek.

Czy naukowcy muszą pracować na tych liniach komórkowych?

Gdybyśmy nie pracowali na nich, nie byłoby nie tylko szczepionek na wirusa SARS-CoV-2, ale także np. badania biologii nowotworów i wielu leków nie tylko na choroby nowotworowe! Bez tego nie udałoby się wyeliminować wirusa polio, powodującego kalectwo i śmierć dziesiątków tysięcy dzieci. Nie szczepilibyśmy dzieci na odrę, świnkę czy różyczkę. To chyba lepiej, że takie leki, ratujące dziesiątki istnień ludzkich testuje się na komórkach, a nie na zwierzętach. I nikt przy tym nikogo nie zabija. Bez tego nie byłoby w ogóle współczesnej medycyny i biologii molekularnej. Stąd moje duże oburzenie komunikatem Episkopatu Polski.

Ludzie, którzy tego nie zrozumieją, mogą wyobrażać sobie niestworzone rzeczy. Jest to ogromne nieporozumienie i bardzo szkodliwe działanie. Mamy bowiem zupełnie inne relacje między tymi komórkami pobranymi z tkanki, która kilkadziesiąt lat temu i tak by obumarła, a liniami komórkowymi, które dziś służą człowiekowi. Tamte komórki tak naprawdę zostały w pewien sensie unieśmiertelnione przez to, że cały czas się dzielą. W przypadku szczepionek hoduje się w nich te RNA wirusy, które służą jako przenośniki materiału koronawirusowego. Te wirusy, np. adenowirusy (tzw. wektory) są tak zmienione, że są niezdolne do samodzielnego życia. Linie komórkowe dostarczają im składników, które pomagają im utworzyć nowe cząstki wirusowe. Takie wektory przeniosą materiał stanowiący szczepionkę do naszego organizmu, ale już nie mogą się w nim namnożyć.

Skąd dziś naukowcy zdobywają linie komórkowe?

Kupujemy je, a potem dalej hodujemy w laboratorium. Wydaje się, że skoro używa się ich do ważnych celów naukowo-badawczych związanych z medycyną, to jest to najlepsza rzecz, jaką można z nimi zrobić. Słowa o "nadużyciach" są oburzające.

"Nadużycie" to nie jedyne określenie. Aktywistka antyaborcyjna Kaja Godek powiedziała w jednym z wywiadów, że w celu pozyskania komórek doszło do "morderstwa z zimna krwią i premedytacją".

Uważam, że mówienie takich rzeczy jest przestępstwem. Zarzuty tej pani są nonsensowne i absurdalne, więc nie chcę się do nich odnosić. Ale jeśli wykształcony hierarcha oficjalnie mówi, że „katolicy nie powinni godzić się na szczepienie tymi szczepionkami”, to musi sobie zdawać sprawę, że w konsekwencji tysiąc ludzi nie weźmie szczepionki, przez co kilkanaście osób może ciężko zachorować, a nawet umrzeć na Covid-19. Czy to można pogodzić ze standardami etycznymi?

Czy kiedykolwiek komisje etyczne w Polsce, czuwające nad badaniami naukowymi, podważyły sens użycia linii komórkowych?

Nigdy, na całym świecie. Komisje etyczne wymagają od nas bardzo dokładnych planów doświadczeń na organizmach żywych, czyli na zwierzętach. W przypadku ludzi wymagania są szczególnie restrykcyjne. Pobierając jakiekolwiek próbki od pacjentów, musimy mieć ich zgodę na każdą procedurę medyczną i badawczą, kwestie etyczne są bardzo dokładnie sprawdzane w każdym projekcie naukowym. Proszę też zwrócić uwagę, że na opakowaniach niektórych leków i kosmetyków widnieje napis "Nie testowano na zwierzętach". Co to znaczy? Że testowano je na komórkach! A wie pani dlaczego? Dlatego, że komórki są najlepszym dostępnym źródłem informacji naukowych. Nie stworzą żadnego organizmu, który wskutek testów będzie mógł ucierpieć.

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie