Legnica: Po mieście krążą legendy o porwaniu i gwałcie

To działa prawie jak psychoza. - Zaginęła trzyletnia dziewczynka w Galerii Piastów - powtarzają legniczanie. - Po trzech dniach odnaleziono ją, gdy siedziała na ławce w galerii. Nie miała już nerki. To niejedyna legenda, którą w ostatnich dniach żyją mieszkańcy Legnicy. Druga także ma swoje korzenie w galerii.

Na romantycznej legendzie oparty jest film "Mała Moskwa"
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Na romantycznej legendzie oparty jest film "Mała Moskwa" (© syrena films)

- Kilkakrotnie słyszałam, że w toalecie dwóch facetów zgwałciło szesnastoletnią dziewczynę - mówi legniczanka Maria Krzywińska. - Wciągnęli ją tam w biały dzień. Już sama nie wiem, czy takie rzeczy mogłyby się u nas wydarzyć...

Halina Wyborska, rzecznik Galerii Piastów, jest oburzona, że takie historie krążą po mieście.
- Przecież w galeriach jest pełno ochroniarzy - zapewnia pani rzecznik. - Mamy kamery. Nie ma takiej możliwości, żeby kogoś porwano. Owszem, czasami się zdarza, że dziecko się zawieruszy. Legenda o zgwałconej dziewczynie mogła mieć swoje korzenie w zagubieniu się czternastolatki w galerii. Zdarzyło się to dwa tygodnie temu.

- Dziewczynka odłączyła się od reszty wycieczki - mówi Halina Wyborska. - Zgłosiła się do biura. W takich sytuacjach informujemy też policję, bo to dotyczy nieletniej. Szybko odnaleźliśmy jej opiekunów.
Także policja nie ma informacji o porwaniu trzylatki i gwałcie na szesnastolatce. Ale ludzie powtarzają, że galeria zapłaciła słono rodzicom dziecka za milczenie. - To nieprawda - zapewnia nadkomisarz Sławomir Masojć z legnickiej policji.

- My nie możemy ukrywać informacji przed opinią publiczną. Te plotki są niebezpieczne, bo budzą niepokój wśród ludzi. Zmniejsza się poczucie bezpieczeństwa Masojć przypomina sobie, że jakieś dwa tygodnie temu przed galerią mieli ćwiczenia strażacy. Wtedy gdzieś zawieruszyło się dziecko. Było zamieszanie. Strażacy pokazywali, jak wygląda akcja reanimacyjna.
∨ Czytaj dalej



- Może stąd się to wzięło - przypuszcza nadkomisarz Masojć. - Ostatnio po mieście krążyła plotka, że ktoś zgwałcił i powiesił dziewczynę. Prawda była taka, że ona popełniła samobójstwo. Krążyły też opowieści, że gangi wymuszają haracze. Opornym przestrzeliwują kolana. Takie wieści potrafią wyrządzić dużo krzywdy. Ale na szczęście są to tylko plotki.

Podobne historie o porwaniu dzieci dla narządów obiegły galerie czy hipermarkety w wielu miastach kraju. Była mowa, że tam maluchowi wycięto nerkę. A w innej wersji, że w ostatniej chwili udało się dziecko uratować, ale już włosy miało obcięte.

- Takie plotki czy też legendy krążą po kraju - mówi legnicki psycholog Andrzej Krakowski. - Zawsze pojawia się ktoś, kto je kreuje. Może to być osoba, która potrzebuje komuś zaimponować. Potem informacja już błyskawicznie się rozprzestrzenia, bo trafia na podatny grunt. A obecnie jest zapotrzebowanie na takie niedorzeczne opowieści. Ludzie najpierw mieli katastrofę smoleńską, potem powódź, a teraz walkę o krzyż. Można też przypuszczać, że takie plotki mogą stanowić czarny PR.

Inne legendy też straszyły ludzi

Kilka lat temu, w Żarowie koło Świdnicy, postrach siała czarna wołga. A Wrocław drżał przed mordercą widmem. Rodzice małych dziewczynek nie pozwalali im wychodzić po zmroku z domu, Każdy ciemny, nieznany w miasteczku samochód budził niepokój. A wszystko przez wypadek, jaki rzekomo przydarzył się tam pewnej 11-latce. Dziewczynka wracała z wieczornej mszy w kościele do domu. Nagle zatrzymało się obok niej ciemne, duże auto i mężczyzna, który był w środku, zapytał ją o drogę. Kiedy ta próbowała mu wytłumaczyć, jak dojechać, chwycił ją za rękę i próbował wciągnąć do środka. Z kolei we Wrocławiu w Leśnicy miał grasować morderca, którego nazywano także "rzeźnikiem". Ludzie opowiadali, że zamordował i zgwałcił dwie kobiety. Potem ofiar już było pięć. Kobiety bały się wychodzić z domu po zmroku. MM, ELG

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię